Witam serdecznie wszystkich użytkowników forum.
Na wstępie, chciałbym zadać parę pytań czy moja opieka nad storczykami podąża w dobrą stronę ale jako nowy użytkownik wypada się wpierw przedstawić. Zaczynając od samego początku. Do uprawy storczyków zainspirowała mnie moja przyjaciółka, która wypowiedziała dla mnie dosyć ciekawą sentencje. Mianowicie na jednym z naszych spotkań powiedziała " Widzisz kobiety są jak storczyki zbytnio przesadzisz to niedobrze a jak zapomnisz o ich potrzebach to jeszcze gorzej". Jakiś czas później podczas pobytu Castoramie, zauważyłem piękne stoiska z storczykami. Natomiast gdzieś tam w kącie z kartką, przecena do likwidacji, stało coś co niekoniecznie przypominającego te piękne kwiaty. Mając na uwadze słowa mojej przyjaciółki, postanowiłem znaleźć jakiś egzemplarz dla siebie. O dziwo jednak nie skusiły mnie piękne kwiaty z głównej wystawy. Zaintrygował mnie dwupędowy storczyk, na którym zostało parę wyschniętych kwiatów i smutne opadłe liście. Tak zaczęła się moja przygoda z storczykami. Obecnie "Sami" ma już około 6 miesięcy i chyba radzi sobie dobrze.
Obdarowała mnie dosyć sporą ilością kwiatów, która cały czas się zwiększą oraz małymi zadziornymi zielonymi liśćmi. I właśnie ta przyszła ilość kwiatów mnie martwi. Mam lekkie obawy że pęd kwiatowy może nie wytrzymać ciężaru przyszłych kwiatów. Dodatkowo nie wymieniałem podłoża, ponieważ "Sami" podczas asymilacji w moim domu szybko zaczęła ponownie kwitnąć. I zgodnie z wiadomościami zdobytymi na tym forum wolałem nie ingerować w jej przeprowadzkę. A od około 2 miesięcy walczę z białym osadem widocznym na podłożu, wiem że może być to spowodowane złą uprawą storczyków ale do mojej uprawy jeszcze wrócę.
Szybko zaopatrzyłem się w nowy egzemplarz aby "Sami" nie czuła się samotnie

. Irtis, była jeszcze w gorszej kondycji, jeden pęd kwiatowy był wyschnięty naokoło 3/4 wysokości natomiast na drugim coś próbowało się wykształcić. Liście całkowicie opadły, że dosłownie były równoległe do doniczki. Połowa korzeni była zeschnięta lub przegnita co wydało mi się bardzo dziwne. Postanowiłem zadziałać dosyć inwazyjnie, powycinałem zeschnięte i pogniłe korzenie sterylnym narzędziem a obcięte końcówki posmarowałem cynamonem. Po 2 miesiącach zaczął pojawiać się biały osad w postaci maści na liściach. Początkowo przemywałem liście, lecz osad dalej powracał. Postanowiłem, że Irtis należy wprowadzić do nowego lokum. Zastosowałem podłoże trójskładnikowe firmy Planta o pH 5,0-6,0. Obecnie kondycja Irtis chyba się poprawia.
Obecnie moim nowym nabytkiem jest
Posiada jakiś jeden mały kwiatek, uszkodzone liście i plamki które mnie martwią. Mam nadzieje, że plamki spowodowane są przez uszkodzenia mechaniczne, lecz obawiam się może być to pasożyt. Jeśli niestety jest to pasożyt to poprosiłbym o jakąś poradę. Wiem ,że zazwyczaj trzeba zadziałać inwazyjnie i powycinać części lub zainfekowane liście. Może jednak ktoś posiada jakiś inny mniej inwazyjny sposób walki z nieproszonymi gośćmi.
Moja strategia uprawy polega na utrzymywaniu wody na dole doniczki. Doniczki wpierw poprzewiercałem na odpowiednim poziomie tak aby nie doszło do sytuacji, że korzenie rośliny znajdują się wodzie. Raz na tydzień sprawdzam stan korzeni jeśli okażą się być srebrzyste wówczas mocze storczyka około 10 minut. Wode czerpię z dzbanka z filtrem węglowym. Dodatkowo używam preparat do pielęgnacji storczyków firmy agrecol i nawóz w żelu. Szczerze to lekko boję się używać nawozu
Obecnie moja liczba storczyków cały czas rośnie, w poszukiwaniu odpowiedniej równowagi w uprawie, chciałbym się zapytać czy moje reakcje były prawidłowe. Przeglądając posty na forum dotarłem do uprawy storczyków w żwirku, kamieniach. Chciałbym się zapytać czy można ów żwirek zastosować jako powierzchniową warstwę aby nieco dociążyć rośline i obudować koronę liści?