Witam wszystkich miłych Gości! Witam ciepło choć listopadowo już.
Danusiu dzięki za poradę. Skoro masz miejsce to i chryzantemy już masz

Może te wawrzynki są krótkowieczne...
Janku imienniczkę chyba będzie łatwo zapamiętać

Przed nami zima - będzie dużo czasu na spisywanie chciejstw.
Igo witam w moim wątku! Dzięki za miłe słowa. Tych zwierzaków w ogrodzie to Ci nie zazdroszczę. Nie wyobrażam sobie takich gości... W zupełności wystarczą mi koty, jeże, ptaki, żaby, jaszczurki i owady wszelkiej maści. Chryzantemy są cudne i szczerze polecam. Choćby takie "jednorazowe".
Krysiu bardzo się cieszę, że choć rzadko to wciąż do mnie zaglądasz

Z tymi siewkami to ciekawa sprawa. Nie mam pojęcia kiedy zakwitną. Przewertowałam internet i nic nie znalazłam na ten temat. Nawet na niemieckich stronach nie ma takiej informacji ( prosiłam koleżankę o pomoc). Znalazłam tylko ofertę handlową 7-letnich sadzonek z kwiatami. Według mnie trzeba czekać ok. 5 lat. Mogę się jednak mylić... To sporo czasu, ale ten szybko płynie - szczególnie ostatnio. Jesteś chętna na wawrzynka? Może być nawet z dostawą do domu

Mnóstwo pracy włożyliście w przenosiny i w nowa działkę. Kiedy w końcu pokażesz to dzieło?
Dzięki
Natalio! Jesienią chryzantemy są niezastąpione. Szczerze polecam. Warto wybrać wczesne odmiany by cieszyć się kwiatami. Myślę, że i dla Ciebie starczy sadzonek. Chociaż żółte to mam raczej późne i bardzo późne.
Aniu 
Dzięki wielkie, ale już nie trzeba. Miło, że zaglądasz. Do swego wątku też zajrzyj - proszę
Witaj
Pawle! Miłą niespodziankę mi zrobiłeś. Śliczne zdjęcia. Cieszę się, że chryzantemy dały popis. U mnie też nie wszystkie jeszcze kwitną. To ponoć wina słonecznego sierpnia, że chryzantemy późno zawiązały pąki. Wygląda na to, że jesteś mistrzem ukorzeniania. Zaskoczyłeś mnie tym sukcesem. Gratuluję! Ja niestety poniosłam porażkę. Moje badylki uschły. Chyba spróbuję zimowego ukorzeniania. Częściej mi się udaje.
Na działkach już pusto prawie. Niewiele osób przychodzi. Pogoda też w kratkę. Coraz częściej pada. Ja latam codziennie, bo mam przecież kota na utrzymaniu i ptaki, i jeże wciąż się jeszcze kręcą. Niewiele robię, bo ciemność szybko zapada po tej zmianie czasu, ale zwierzynę karmię. Przy tych deszczach jakoś jabłonki przestały się spieszyć z zrzucaniem liści. Trawa rośnie w najlepsze, ale chyba już nie będę kosiła. Nie ma kiedy. Próbuję uporać się z sadzeniem cebulek, ale idzie mi słabo. Nie skończyłam dwóch rabat na których miały zagościć tulipany i pewnie wylądują po raz kolejny w przypadkowych miejscach. Powinnam się już do tego przyzwyczaić, że dużo planuję a potem i tak idę na żywioł

Nie wiem czy pogoda i czas pozwolą mi skończyć te rabaty. Chciałabym. W październiku bawiłam się w kamieniarza. Potrzebowałam dużej dawki wysiłku fizycznego. Zrobiłam sobie placyk pod huśtawką. Nie jest może profesjonalny i piękny, ale mój - dzieło moich rąk. Wymaga jeszcze wykończenia, ale to już chyba wiosną...
Ja zrobiłam sobie placyk, a mąż obiecany domek dla koty. Niestety jak dotąd kotka nie interesuje się nim. Mam nadzieję, że jak zrobi się zimno to będzie z niego korzystała.
Zostając przy domkach to muszę się pochwalić, że w domku dla jeży ( w zeszłym roku zrobionym ) jednak coś zimowało. I to pewnie jeż. Ja nie miałam nigdy czasu tam zajrzeć, ale eM był tak ciekawy że odwalił wszystkie gałęzie i zajrzał do niego. Domek nosi ślady użytkowania. Teraz też zauważyłam, że przybywa materiału roślinnego przy tym domku. Ktoś szykuje sobie legowisko. Przy tujach też coś się dzieje, więc dosypałam tam trochę zgrabionych liści dębowych.
Coś tam jeszcze kwitnie

- moja najstarsza chryzantema - słabo się rozrasta, ale wciąż jest

- i "szczecińska" cieszy oczy i serce

- sporo róż ma nowe przyrosty
Nawet powojnik
Mrs. Cholmondeley postanowił zakwitnąć w listopadzie:
