Cześć!
Przeczytałam już prawie wszystkie strony w tym wątku i chyba mniej więcej już wiem jakie popełniłam błędy, ale jako, że nie mam doświadczenia w pielęgnacji roślin, to chciałabym się upewnić.
Dostałam monsterę 4,5 miesiąca temu (październik). Z 3 listków bardzo się rozrosła, wszystko było z nią ok. Przez większość czasu stała na parapecie północnym, kaloryfery były zakręcone.
Nie przesadzałam jej, bo chciałam poczekać do wiosny, tak więc egzystowała w plastikowej doniczce, w której ją dostałam. Wstawiłam ją do terakotowej osłonki z podstawką i raz w tygodniu nalewałam tam wody by zwiększyć wilgotność powietrza (terakota wchłaniała wodę, więc roślina nie stała w wodzie) poza tym doniczka była mniejsza, więc nie dotykała dna osłonki terakotowej). Podlewałam raz na tydzień/dwa (gdy górna warstwa ziemi była sucha). Czyściłem liście z kurzu raz na miesiąc.
Najmniejsze listki wyrastające z ziemi zaczęły jednak żółknąć. Najpierw jeden, drugi, w tej chwili już czwarty zaczął tracić kolor. Przeczytałam, że to od przelania. Możliwe, że tak było, bo wyjeżdżałam i nalałam jej trochę więcej wody niż zazwyczaj. Przestałam podlewać (ostatnio 2 tyg temu), ale teraz reszta liści - te duże które wcześniej były ładne i sprężyste zaczęły opadać i się zwijać. Czy to znaczy, że wody jest jednak za mało? Na liściach nie ma żadnych plam, nic się złego z nimi nie dzieje oprócz tych paru dolnych żółknących.
W międzyczasie włączyłam kaloryfery w domu, a bojąc się o wilgotność zaczęłam spryskiwać liście przegotowana wodą. Z tego co pisaliście na forum, to nie powinnam spryskiwać w ogóle i teraz to wiem.
Poza tym przeczytałam gdzieś, że monstera nie lubi przeciągów, a moje okna są nieszczelne, więc przestawiłam ją do bardzo słonecznego pokoju od strony południowej, 2 metry od okna. Nic to nie dało.
Dziś wyciągnęłam ją z doniczki żeby sprawdzić czy bryła korzeniowa nie jest przelana - ziemi nie jest jakaś bardzo mokra. Górna warstwa to wręcz wiór, może między korzeniami jest bardziej wilgotna, ale nie wkładałam palców za głęboko w bryłę korzeniową, bo się bałam ją uszkodzić.
Za to niepokoi mnie biały osad na dolnych korzeniach. Czy to choroba grzybowa korzeni? Czy ich gnicie? Domyślam się, że to jednak z przelania.
Co sądzicie?
Wstawiam link do zdjęć bryły korzeniowej:
https://imageshack.com/i/plIqwxGvj
Biały niepokojący nalot na ziemi/korzeniach:
http://imageshack.com/a/img923/7807/Fw0J18.jpg
http://imageshack.com/a/img922/5713/MKBfqV.jpg
http://imageshack.com/a/img923/8467/cThrbD.jpg
Zżółknięte dolne liście:
http://imageshack.com/a/img924/5479/dMqynP.jpg
Oklapłe liście:
https://imageshack.com/i/poYzGX8yj
Nowy listek rośnie, więc chyba jeszcze jest nadzieja:
http://imageshack.com/a/img923/4210/ipjZCp.jpg
Co robić? Zostawić to? Część osób pisała tu, że żółknięcie małych dolnych liści jest naturalne...
Mój plan to przesadzenie. Chcę do tej terakotowej doniczki wsypać keramzyt jako drenaż, a na to Compo Sana podłoże do roślin i palm (torfowe, już wymieszane z perlitem).
Zastanawiam się czy żółknięcie może być też spowodowane brakiem substancji odżywczych? Nawozić?
Jeśli ten białawy nalot to grzyb, to jak postępować? Jak ucinać korzenie? Tak po prostu nożyczkami?
Dzięki za cierpliwość w czytaniu tego przydługiego postu!
