Tak się złożyło, że od kilku dni jestem właścicielką szeflery

Piękna roślina, dosyć gęsta, ok. 60 cm w najwyższym miejscu, szeroka na jakieś 30-40. Póki co jeszcze jej nie przesadzałam (ale i nie pochodzi z marketu, więc nie jest w typowym produkcyjnym podłożu - nie wiem też, czy koniecznie przesadzać, bo nie ma zwartej, poprzerastanej bryły) - wolałam odczekać kilka dni z jakimkolwiek większym stresowaniem rośliny, bo wystarczająco odbił się na niej z pewnością stres związany z ponad dwiema dobami w paczce w chłodzie, była klapnięta. Jedyne co z nią do tej pory zrobiłam, to postawiłam na parapecie na podstawce, trochę otrzepałam liście z resztek ziemi i podlałam.
Chcę docelowo utrzymać podobny rozmiar i krzaczasty pokrój. Myślę o przycięciu lewej, przesadnie wysuniętej łodygi ciut niżej od prawej, żeby w przyszłości się zrównały. Ma to sens? I czy lepiej dla rośliny zrobić to teraz czy na wiosnę? Nie śpieszy mi się.
Liście generalnie zdają się wyglądać "ok", podniosły się, ale nadal obserwuję pod kątem ewentualnych przędziorków.
