Ja na przełomie 2-3 lat wsadziłam w ziemię grubo ponad 200 cebul, ani jedna nie urosła. Komuś może się wydawać, że 200 to mało, ale jak ma się do dyspozycji grządkę wielkości znaczka pocztowego, to jednak tak mało to nie jest. Po tych 3 latach się poddałam, bo ile można? Po czym po roku przerwy, na jarmarku, trafiłam na stoisko z cebulami i 20zl gotówki trzymanej z myślą o lodach "zainwestowałam" w 5 tulipanów i około 15 krokusów. Po powrocie do domu cebule wsadziłam do szuflady, gdzie czekały do jesieni zanim wreszcie zostały wysadzone. Kiedy wiosną zaczęły wschodzić pierwsze krokusy, to oczom nie wierzyłam! Z 15+ cebulek (pan się nie bawił w liczenie i sypnął mi do torebki "na oko") wyrosło chyba z 50 kwiatów! A najfajniejsze było to, że cebulki okazały się być mieszane, i najpierw urosły mi małe białe krokusy, potem małe fioletowe, a na koniec duże fioletowe

Po przekwitnięciu zostawiłam je tak jak były, i teraz czekam na powtórkę z zeszłorocznego cudu. Nawet już kilka wystających kikutkow widziałam, dziś chwilowo nowym śniegiem są przykryte. A zachęcona na nowo cebulowym sukcesem kupiłam zeszłej jesieni kolejną setkę cebul
Zmod.to jest temat wyłącznie o krokusach, a nie o wszystkich cebulowych. Iwona