Pierwsze koty za płoty VI
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 5523
- Od: 10 wrz 2015, o 20:35
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Kraina Tysiąca Jezior
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Dzisiejsza pogoda sprawiła mi ogromną niespodziankę Miało być pochmurno, zimno i wietrznie. Rano rzeczywiście słońce nie zdołało się przebić przez grubą warstwę chmur, ale już po jakimś czasie znalazło sobie szczelinkę, przez którą puściło wiązkę cieplejszych promieni. Mimo wszystko miałam postanowienie nie ruszać się z domu, wczoraj wystarczająco zmarzłam i nie marzyła mi się powtórka z rozrywki. Jak zwykle jednak okazało się, że czegoś tam mi zabrakło i chcąc nie chcąc musiałam zmienić plany i jednak przejść się do sklepu. Nie było nawet mowy, żeby ktoś mnie zastąpił, bo przez kilka dni jestem sama, co prawda Filip przyjechał na późne śniadanie, ale dalej jechał do jednych i drugich Dziadków, to już nie chciałam zawracać mu głowy. I całe szczęście, że tak się stało, bo nie zdążyłam nawet dojść do sklepu, jak zmieniłam zdanie i ruszyłam na spacer na swoje ulubione łąki
W tej chwili rządzą się tam właściwie tylko wierzby, ale właśnie teraz są tak piękne, że zatrzymywałam się przy nich kilkukrotnie, co zaraz sami zobaczycie. Spacerujących zdecydowanie mniej niż zwykle, jednak dość silny wiatr skutecznie zniechęcał ludzi do aktywności. Kilku biegaczy, kilku rowerzystów, cisza i spokój, czyli tak jak lubię. Zresztą tam nigdy nie ma hałasu mimo iż jest to dość popularna trasa. Bardzo ją lubię i w sezonie bywam tam dość często wypatrując składników do kosmetyków. To zadziwiające, że na w sumie tak niewielki obszarze występuje takie bogactwo ziół Po raz pierwszy wybrałam się tam pieszo, do tej zawsze jeździłam rowerem i muszę przyznać, że czuję tę trasę w nogach Ale było naprawdę przyjemnie, mogłoby mniej wiać, ale nie można mieć wszystkiego.
Wokół Olsztyna jest bardzo dużo terenów podmokłych, tam gdzie jeżdżę na łąki tez tak jest. Zima i wczesna wiosna bezlitośnie odkrywa to, co latem jest niedostępne dla oka. Czasami wystarczy jeden nieostrożny krok i zapadasz się po kolana w wodzie. Trzymając się ścieżki nic takiego nikomu nie grozi, ale zdarza mi się z niej zboczyć, zioła na niej nie rosną. Na szczęście łąki nie są podmokłe, a tam gdzie jest ryzyko wdepnięcia w wodę wysyłam eMa, ja sobie bucików nie moczę
Dorotko, daj swoim borówkom przynajmniej trzy lata, one są są jeszcze młodziutkie i muszą się rozrosnąć. Po tym czasie można zacząć wycinać pojedyncze gałęzie, te najstarsze i najsłabiej owocujące. Ja swoje zaczęłam ciąć dużo później, nie wiedziałam, że trzeba, ale już sama obserwowałam, że owocowanie się zmniejsza, a owoce są coraz drobniejsze. Żeby rozpoznać słabiej owocujące pędy, latem zawiązuję na nich sznurek i w marcu nie muszę się zastanawiać, które ciąć, a które zostawić
Już nie mogę się doczekać wyjazdów na działkę, ale chyba nie nastąpi to zbyt szybko, bo prognozy pogody cały czas są niezbyt sprzyjające. Tak jakoś to wygląda, że wiosna będzie taka jak ta sprzed roku. I ani płacz, ani zgrzytanie zębów nic tu nie pomoże, tylko trzeba czekać. No to czekam
Soniu, laparoskopia to cudowna metoda, nie kładzie pacjenta na długie dni do łóżka. W tej chwili już jestem normalnie aktywna, mam tylko na kilka tygodni zakaz dźwigania, ale to mogę sobie zorganizować. Od poniedziałku mogę już wsiadać na rower i to mi wystarczy. Na basen muszę też jeszcze poczekać, ale tak, to za chwilę zapomnę, że byłam operowana
Z działką rzeczywiście chyba będę musiała się wstrzymać, ale żeby tylko od czasu do czasu przestało padać (jak już zacznie oczywiście), to w domu mnie zatrzyma. chociaż na godzinkę na rower sobie wyskoczę i już będę widzieć świat w jaśniejszych barwach.
Lucynko, termin wysiewów dokładnie sobie przemyślałam Nie chciałam siać zbyt wcześnie, żeby siewki nie zmarnowały się podczas mojej nieobecności. Może to nie tak, że nie ufam mężowi, ale zabiegany mógłby ich nie dopilnować, tym bardziej, że w tym samym czasie teść też przebywał w szpitalu. Były na tyle małe, że spokojnie mogły ten czas przeczekać w kuwetach, przepikowałam je po powrocie i zaraz wysiałam następne. Jeszcze kilka dni i będę je musiała pikować, a wtedy nie wiem, czy nie będę musiała rozstawić kolejnego foliaczka Na razie (odpukać) wszystko rośnie całkiem całkiem, jedną odmianę cynii będę musiała wysiać jeszcze raz, a wszystko inne wykiełkowało w ilości zaspokajającej moje potrzeby.
Ja już nie pamiętam co to jest normalnie, niestety nie pomogę
Lecę pozaglądać do Waszych ogródków
W tej chwili rządzą się tam właściwie tylko wierzby, ale właśnie teraz są tak piękne, że zatrzymywałam się przy nich kilkukrotnie, co zaraz sami zobaczycie. Spacerujących zdecydowanie mniej niż zwykle, jednak dość silny wiatr skutecznie zniechęcał ludzi do aktywności. Kilku biegaczy, kilku rowerzystów, cisza i spokój, czyli tak jak lubię. Zresztą tam nigdy nie ma hałasu mimo iż jest to dość popularna trasa. Bardzo ją lubię i w sezonie bywam tam dość często wypatrując składników do kosmetyków. To zadziwiające, że na w sumie tak niewielki obszarze występuje takie bogactwo ziół Po raz pierwszy wybrałam się tam pieszo, do tej zawsze jeździłam rowerem i muszę przyznać, że czuję tę trasę w nogach Ale było naprawdę przyjemnie, mogłoby mniej wiać, ale nie można mieć wszystkiego.
Wokół Olsztyna jest bardzo dużo terenów podmokłych, tam gdzie jeżdżę na łąki tez tak jest. Zima i wczesna wiosna bezlitośnie odkrywa to, co latem jest niedostępne dla oka. Czasami wystarczy jeden nieostrożny krok i zapadasz się po kolana w wodzie. Trzymając się ścieżki nic takiego nikomu nie grozi, ale zdarza mi się z niej zboczyć, zioła na niej nie rosną. Na szczęście łąki nie są podmokłe, a tam gdzie jest ryzyko wdepnięcia w wodę wysyłam eMa, ja sobie bucików nie moczę
Dorotko, daj swoim borówkom przynajmniej trzy lata, one są są jeszcze młodziutkie i muszą się rozrosnąć. Po tym czasie można zacząć wycinać pojedyncze gałęzie, te najstarsze i najsłabiej owocujące. Ja swoje zaczęłam ciąć dużo później, nie wiedziałam, że trzeba, ale już sama obserwowałam, że owocowanie się zmniejsza, a owoce są coraz drobniejsze. Żeby rozpoznać słabiej owocujące pędy, latem zawiązuję na nich sznurek i w marcu nie muszę się zastanawiać, które ciąć, a które zostawić
Już nie mogę się doczekać wyjazdów na działkę, ale chyba nie nastąpi to zbyt szybko, bo prognozy pogody cały czas są niezbyt sprzyjające. Tak jakoś to wygląda, że wiosna będzie taka jak ta sprzed roku. I ani płacz, ani zgrzytanie zębów nic tu nie pomoże, tylko trzeba czekać. No to czekam
Soniu, laparoskopia to cudowna metoda, nie kładzie pacjenta na długie dni do łóżka. W tej chwili już jestem normalnie aktywna, mam tylko na kilka tygodni zakaz dźwigania, ale to mogę sobie zorganizować. Od poniedziałku mogę już wsiadać na rower i to mi wystarczy. Na basen muszę też jeszcze poczekać, ale tak, to za chwilę zapomnę, że byłam operowana
Z działką rzeczywiście chyba będę musiała się wstrzymać, ale żeby tylko od czasu do czasu przestało padać (jak już zacznie oczywiście), to w domu mnie zatrzyma. chociaż na godzinkę na rower sobie wyskoczę i już będę widzieć świat w jaśniejszych barwach.
Lucynko, termin wysiewów dokładnie sobie przemyślałam Nie chciałam siać zbyt wcześnie, żeby siewki nie zmarnowały się podczas mojej nieobecności. Może to nie tak, że nie ufam mężowi, ale zabiegany mógłby ich nie dopilnować, tym bardziej, że w tym samym czasie teść też przebywał w szpitalu. Były na tyle małe, że spokojnie mogły ten czas przeczekać w kuwetach, przepikowałam je po powrocie i zaraz wysiałam następne. Jeszcze kilka dni i będę je musiała pikować, a wtedy nie wiem, czy nie będę musiała rozstawić kolejnego foliaczka Na razie (odpukać) wszystko rośnie całkiem całkiem, jedną odmianę cynii będę musiała wysiać jeszcze raz, a wszystko inne wykiełkowało w ilości zaspokajającej moje potrzeby.
Ja już nie pamiętam co to jest normalnie, niestety nie pomogę
Lecę pozaglądać do Waszych ogródków
- dorotka350
- -Moderator Forum-.
- Posty: 5503
- Od: 26 maja 2014, o 20:18
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: mazowieckie
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonko, piękny miałaś spacer U nas za to od wczoraj znów zima i biała, śniegowa kołderka, wszystko przykryła 15 cm warstwą
Zapomniałam obfocić swoją wierzbę Dopiero Twoje zdjęcia mi przypomniały jak pięknie wyglądają o tej porze roku
Dziękuję za radę w sprawie borówek Pomysł ze sznurkiem - genialny! Nie trzeba wiosną główkować, które pędy są do wycięcia.
Zapomniałam obfocić swoją wierzbę Dopiero Twoje zdjęcia mi przypomniały jak pięknie wyglądają o tej porze roku
Dziękuję za radę w sprawie borówek Pomysł ze sznurkiem - genialny! Nie trzeba wiosną główkować, które pędy są do wycięcia.
- Shire
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 2653
- Od: 3 kwie 2016, o 21:33
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: Wielkopolska
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Dobry wieczór Iwonko.
Czytam, że jesteś po laparoskopii- przerabiałam to w zeszłym roku w czerwcu. To była dość poważna operacja, ale dzięki laparoskopii dochodziłam szybciej do siebie niż po klasycznym cięciu, które miałam 5 lat wcześniej. Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i Twojemu mężowi też.
Piękny spacer- wierzby- nie znam ich takich kwitnących- cudne! I ta rzeka, mech, czarny bez budzący się do życia. Uwielbiam i ja takie spacery. Pozdrawiam i życzę ciepłej wiosny.
Czytam, że jesteś po laparoskopii- przerabiałam to w zeszłym roku w czerwcu. To była dość poważna operacja, ale dzięki laparoskopii dochodziłam szybciej do siebie niż po klasycznym cięciu, które miałam 5 lat wcześniej. Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i Twojemu mężowi też.
Piękny spacer- wierzby- nie znam ich takich kwitnących- cudne! I ta rzeka, mech, czarny bez budzący się do życia. Uwielbiam i ja takie spacery. Pozdrawiam i życzę ciepłej wiosny.
- Annes 77
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 11731
- Od: 6 maja 2008, o 19:11
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: lubuskie
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonko u mnie dziś - 3 stopnie, to na wiosnę sobie poczekamy tę cieplejszą
Czytam o kobei, ja dostałam od mojej mamci sporo nasion i tak je schowałam, że do dziś nie znalazłam.Muszę jeszcze poszukać, najwyżej dokupię torebkę w ogrodniczym.
Miłek mój dopiero wyłazi z ziemi, ale zimno skutecznie go odstrasza. Kupiłam go w zeszłym roku i już nie mogę doczekać kwitnienia.
Piękny spacer odbyłaś , takie chwile są bezcenne, obcowanie z przyrodą i cisza wokół, tego nam wszystkim potrzeba w świecie hałaśliwym, zabieganym ech...
Pozdrawiam niedzielnie, zdjęcia sztosssss
Czytam o kobei, ja dostałam od mojej mamci sporo nasion i tak je schowałam, że do dziś nie znalazłam.Muszę jeszcze poszukać, najwyżej dokupię torebkę w ogrodniczym.
Miłek mój dopiero wyłazi z ziemi, ale zimno skutecznie go odstrasza. Kupiłam go w zeszłym roku i już nie mogę doczekać kwitnienia.
Piękny spacer odbyłaś , takie chwile są bezcenne, obcowanie z przyrodą i cisza wokół, tego nam wszystkim potrzeba w świecie hałaśliwym, zabieganym ech...
Pozdrawiam niedzielnie, zdjęcia sztosssss
- korzo_m
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 11142
- Od: 17 kwie 2006, o 10:14
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Kraków
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonko miło czytać, że szybko powróciłaś do formy, tak trzymaj. Spacerów to mogę tylko pozazdrościć. Nie mam tyle odwagi, aby gdzieś się wybrać, ani na nóżkach, ani na rowerze, czekam zawsze na towarzystwo koleżanki, ale ona ostatnio ma mało czasu.
Piękne tereny masz wokół, wymyśliłaś męża wysyłasz na bagna, cwaniara.
Zdjęcia jak zawsze rewelacyjne, opowiadania również.
Chemię odstawiłaś na bok, poproszę o przepis na płyn do prania.
Piękne tereny masz wokół, wymyśliłaś męża wysyłasz na bagna, cwaniara.
Zdjęcia jak zawsze rewelacyjne, opowiadania również.
Chemię odstawiłaś na bok, poproszę o przepis na płyn do prania.
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 1147
- Od: 28 lis 2020, o 09:27
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: Lubelskie blisko lasu
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonko witaj .Z prawdziwą przyjemnością pospacerowałam u Ciebie wśród pierwszych zwiastunów wiosny .
Dobrze ,ze już jesteś po zabiegu .Dobrze ,źe wszystko się super udało .
Czytałam o Twojej pracy i chylę mocno czoła przed pracownikami służby zdrowia .
Dzięki Wam mój mąż dostał szansę na
juz prawie 11 rok życia .
Wykonujesz jeden z najpiękniejszych zawodów ,ratujesz
życie innym ,pomagasz przeżyć trudny okres chorym.
I już fotografujesz pięknie swój ogród wiosenny .
Super .
Teraz tylko do ciepłych dni ,takich życzę Tobie i Twojej
rodzinie
Dużo zdrówka ,bo to podstawa wszystkich naszych działań .
Dobrze ,ze już jesteś po zabiegu .Dobrze ,źe wszystko się super udało .
Czytałam o Twojej pracy i chylę mocno czoła przed pracownikami służby zdrowia .
Dzięki Wam mój mąż dostał szansę na
juz prawie 11 rok życia .
Wykonujesz jeden z najpiękniejszych zawodów ,ratujesz
życie innym ,pomagasz przeżyć trudny okres chorym.
I już fotografujesz pięknie swój ogród wiosenny .
Super .
Teraz tylko do ciepłych dni ,takich życzę Tobie i Twojej
rodzinie
Dużo zdrówka ,bo to podstawa wszystkich naszych działań .
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 5523
- Od: 10 wrz 2015, o 20:35
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Kraina Tysiąca Jezior
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Dorotko, obawiałam się i u mnie śnieg spadnie, bo synoptycy zapewniali, że będzie sprawiedliwie, ale na szczęście skończyło się tylko na groźbach Tylko się ochłodziło i bardzo wiało, ale nie było tak źle. Wierzby mam wszędzie gdzie się tylko obrócę, to jeden z popularniejszych widoków wokół mnie. Tym bardziej, że osiedle na którym mieszkam ze wszystkich stron jest otoczone albo rzeką, albo terenami podmokłymi. wierzby i trzciny, to mój widok codzienny.
Starsze pędy borówki można też rozpoznać po korze, ale nie każdy starszy źle owocuje, dlatego też na własny użytek wymyśliłam sznurki. widzę i mam
Moniko, na szczęście w tej chwili tylko świeże blizny przypominają mi o zabiegu. Już jest wszystko ok, tylko z ciężarami muszę uważać, ale to nie problem. Do pracy wracam dopiero w połowie maja, po zwolnieniu biorę jeszcze zaległy urlop z ubiegłego roku, to i w pracy się nie nadźwigam.
Ale jak nie znasz kwitnącej wierzby? One chyba wszystkie kwitną? Teraz są cudne i widoczne z daleka, złocą się w każdym możliwym miejscu
Aniu, na kobeę na razie się obraziłam, chociaż mam jeszcze jedną torebkę z nasionami. Mam jednak wrażenie, że mięknę i może jeszcze wysieję, najwyżej później zakwitnie.
Miłek amurski wychodzi i kwitnie dużo wcześniej niż ten wiosenny i bardzo jest mi z tego powodu przykro O tak wczesnej porze, to albo go zobaczę, albo nie zdążę, jak przylaszczki w tym roku. Byliśmy 10 dni temu na działce, to jeszcze nie kwitły, a wczoraj po kwiatkach nie było śladu. Tzn. był, ale już suchy
Tę trasę spacerową odkryłam dopiero w ubiegłym roku i tam jest wszystko: rzeka, łąki, rozlewiska, las- mnóstwo ciekawych roślin. Chodziliśmy tam kiedyś taką dziką ścieżką na spacery z psem, teraz można dojść dalej, chociaż samą rzekę widać tylko przez chwilę, potem droga się od niej oddala. Ale są kanały od rzeki i od rozlewisk, tez wyglądają magicznie.
Tak zimno na szczęście nie było. W dzień zawsze na plusie, w nocy jakieś zero, czy minus jeden, było dużo lepiej niż w innych częściach Polski. Na tyle ciepło, że codziennie poszłam na spacer albo na rower.
Dorotko-, a co Ty taka strachem podszyta ? Jakbym miała czekać na towarzystwo, to ciągle siedziałabym w domu, a ogrodu pod domkiem nie mam Nie zapuszczam się gdzieś głęboko w las, ale też nie zawsze są to miejsca pełne ludzi. W domu jednak nie mogę usiedzieć, muszę gdzieś pognać nawet jeśli po raz któryś w to samo miejsce
Kochana, Strasburger do mnie z liliami wodnymi nie przyjdzie, to muszę męża wysłać chociaż po wiązówkę błotną Mimo takiej nazwy, bukiet bardzo ładny wyszedł. Po trzciny tez on włazi do wody, w tym roku nawet wdepnął za głęboko i wrócił przemoczony. Ale za to jestem mu ogromnie wdzięczna i ma u mnie szczególne względy.
Z płynem do prania nie jest taka prosta sprawa. To jest mydło potasowe i trzeba mieć do tego wodorotlenek potasu, ale jeśli będziesz chciała spróbować, to oczywiście podpowiem Ci gdzie kupić i jak zrobić. Trudny nie jest, ale jednak trzeba trochę poczytać, żeby wiedzieć jak się do tego zabrać i nie zrobić sobie krzywdy. Mam z tego taką przyjemność, że zupełnie nie szkoda mi czasu, który mi na tym schodzi
Bogusiu, jestem położną i od ponad trzydziestu lat przyjmuję na świat noworodki. Cud narodzin, to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu człowieka. chociaż coraz częściej mam wrażenie, że już tylko nieliczni mają takie odczucia. Z ratowaniem życia niewiele mam wspólnego, chociaż w przypadku covida i takie przypadki nam się zdarzały.
Co do pogody, to zapowiada się kolejna zimna wiosna. Dobrze chociaż, że trochę popadało, ale ziemia potrzebuje więcej. Jest sucho, nawet bardzo
Z braku roweru, to i spacery są dobre. Nie lubię siedzieć w domu bezczynnie, a ile można czytać (w moim przypadku bardzo dużo), o telewizji nawet nie wspominam, bo tam, to już naprawdę niewiele można znaleźć. A jeszcze jak mogę przy okazji nazrywać dobroci do swoich kosmetyków, to tym bardziej chce mi się wyrwać z domu.
Wczoraj nareszcie udało mi się pojechać na działkę, chociaż rano nic na to nie wskazywało. Prognozy były dobre, nawet bardzo. co z tego, skoro rano, jak tylko otworzyłam oczy usłyszałam bębniący o parapet deszcz. Humor od razu mi się zepsuł, bo pozmieniałam plany, żeby tylko móc pojechać. Smętnie posnułam się po domu, w końcu zapakowałam się na rower i pojechałam zrobić zakupy. Wróciłam, zjadłam śniadanie, a w tym czasie świat się zmienił Jak za pomocą czarodziejskiej różdżki chmury zaczęły się rozpływać, słonko najpierw nieśmiało, później coraz bardziej nachalnie rozpychało się na niebie, no i jak w taki dzień siedzieć w domu? Miałam tylko jechać na wycieczkę, po deszczu na działce będzie mokro, w lesie błoto, tyle kilometrów jechać na darmo? W końcu jednak stwierdziłam, że jak mam jechać, to mogę i na działkę, może jakąś wiosnę zobaczę?
Zaczęło się nieźle
Na działce nie było już tak różowo. Napatrzyłam się na Waszą wiosnę, na rozbuchane kolorami rabatki i miałam nieśmiałą nadzieję, że może u mnie jest podobnie. Nic z tego..... Ledwo kilka krokusów, dwa rodzaje tulipanków botanicznych, kokorycz, śnieżniki, ciemiernik i to wszystko Gdzie ta wiosna ja się pytam? Cesarskie korony ledwo wychodzą z ziemi, Hiacynty niby coraz grubsze, ale jeszcze nawet koloru po nich nie widać, przylaszczki przekwitły zanim zdążyłam je zobaczyć, czyli wiosna jak co roku Z braku obiektów do fotografowania wzięłam się do roboty. Ponieważ było rzeczywiście mokro, to postanowiłam przyciąć róże. Forsycje co prawda dopiero startują, ale jakiś większych przymrozków nie powinno już chyba być. Oj, niezadowolone były moje panny. Przy każdej okazji wbijały mi się boleśnie kolcami w dłonie, czepiały ubrania, haczyły o włosy. Nie dałam im się jednak i tym razem to ja byłam górą
Nie miałam z nimi tym razem łatwo i musiałam trochę pogłówkować o ile je skrócić. Do tej pory nie miałam problemu, co roku wszystkie przemarzały praktycznie do samej ziemi i każdą cięłam tuż nad ziemią. A w tym roku przykra (dla mnie ) niespodzianka. Pędziki zdrowiutkie, zieloniutkie, nabrzmiałe pąki rwą się do życia, a ja stoję nad nimi jak jakaś niedojda i kombinuję gdzie przyłożyć sekator. Może tu, a może niżej czy wyżej- skąd mnie to wiedzieć? Zrobiłam, co mogłam, a jaki będzie efekt zobaczę za jakiś czas. Całe szczęście, że podchodzę do tego lekko i spać mogę spokojnie. Nie zajęło mi to dużo czasu, mogłabym jeszcze zgrabić wszystko to, co wiatr porozciągał po ogrodzie, ale stwierdziłam, że szkoda mojej roboty. Ostatnio to wszystko sprzątałam, a dzisiaj nie ma po tym śladu. Znowu ma wiać, to spokojnie mogę się z tym wstrzymać. Em będzie miał w tym roku sporo pracy na działce i nuż widzę, jak będzie się wił jak piskorz, ale nie ma wyjścia, wszystko musi zrobione. Oj nie lubi on tego, nie lubi
W drodze powrotnej wiatr już nieźle sobie folgował, może kapeluszy z głów nie zrywał, ale czuć było, że pogoda się zmieni. jeden dzień wiosny musi nam wystarczyć, bo w końcu co za dużo, to niezdrowo.
Na dzisiaj miałam zaplanowane pieczenie chlebka. I to nie byle jakiego, bo pszennego. Wydawałoby się, że to żytni jest trudniejszy, a tymczasem nic bardziej mylnego. Żytni wystarczy zamieszać, wrzucić do blaszki, poczekać aż wyrośnie i upiec. Prościzna. Pszenny wymaga dużo więcej zachodu i zaangażowania. Próbowałam kilka razy i za każdym razem wychodziły mi gnioty. od jakiegoś czasu chodziły mi one po głowie, aż wreszcie się zawzięłam. Zapisałam się na grupę, czytałam, szperałam, robiłam zapiski. Aż w końcu nadszedł dzień kiedy postanowiłam, że to dziś. Pięć dni karmiłam zakwas, przykrywałam kołderką, ocieplałam termoforem. Składałam, naciągałam, zaglądałam czy wszystko gra. I dzisiaj nareszcie upiekłam i co najważniejsze wyszedł. A nawet wyszły dwa Jeden może zbyt plaskaty, ale smak ma pyszny, to niedoskonałości urody mu wybaczę, oba oczywiście na zakwasie. Proszę się częstować
Miłego weekendu
Starsze pędy borówki można też rozpoznać po korze, ale nie każdy starszy źle owocuje, dlatego też na własny użytek wymyśliłam sznurki. widzę i mam
Moniko, na szczęście w tej chwili tylko świeże blizny przypominają mi o zabiegu. Już jest wszystko ok, tylko z ciężarami muszę uważać, ale to nie problem. Do pracy wracam dopiero w połowie maja, po zwolnieniu biorę jeszcze zaległy urlop z ubiegłego roku, to i w pracy się nie nadźwigam.
Ale jak nie znasz kwitnącej wierzby? One chyba wszystkie kwitną? Teraz są cudne i widoczne z daleka, złocą się w każdym możliwym miejscu
Aniu, na kobeę na razie się obraziłam, chociaż mam jeszcze jedną torebkę z nasionami. Mam jednak wrażenie, że mięknę i może jeszcze wysieję, najwyżej później zakwitnie.
Miłek amurski wychodzi i kwitnie dużo wcześniej niż ten wiosenny i bardzo jest mi z tego powodu przykro O tak wczesnej porze, to albo go zobaczę, albo nie zdążę, jak przylaszczki w tym roku. Byliśmy 10 dni temu na działce, to jeszcze nie kwitły, a wczoraj po kwiatkach nie było śladu. Tzn. był, ale już suchy
Tę trasę spacerową odkryłam dopiero w ubiegłym roku i tam jest wszystko: rzeka, łąki, rozlewiska, las- mnóstwo ciekawych roślin. Chodziliśmy tam kiedyś taką dziką ścieżką na spacery z psem, teraz można dojść dalej, chociaż samą rzekę widać tylko przez chwilę, potem droga się od niej oddala. Ale są kanały od rzeki i od rozlewisk, tez wyglądają magicznie.
Tak zimno na szczęście nie było. W dzień zawsze na plusie, w nocy jakieś zero, czy minus jeden, było dużo lepiej niż w innych częściach Polski. Na tyle ciepło, że codziennie poszłam na spacer albo na rower.
Dorotko-, a co Ty taka strachem podszyta ? Jakbym miała czekać na towarzystwo, to ciągle siedziałabym w domu, a ogrodu pod domkiem nie mam Nie zapuszczam się gdzieś głęboko w las, ale też nie zawsze są to miejsca pełne ludzi. W domu jednak nie mogę usiedzieć, muszę gdzieś pognać nawet jeśli po raz któryś w to samo miejsce
Kochana, Strasburger do mnie z liliami wodnymi nie przyjdzie, to muszę męża wysłać chociaż po wiązówkę błotną Mimo takiej nazwy, bukiet bardzo ładny wyszedł. Po trzciny tez on włazi do wody, w tym roku nawet wdepnął za głęboko i wrócił przemoczony. Ale za to jestem mu ogromnie wdzięczna i ma u mnie szczególne względy.
Z płynem do prania nie jest taka prosta sprawa. To jest mydło potasowe i trzeba mieć do tego wodorotlenek potasu, ale jeśli będziesz chciała spróbować, to oczywiście podpowiem Ci gdzie kupić i jak zrobić. Trudny nie jest, ale jednak trzeba trochę poczytać, żeby wiedzieć jak się do tego zabrać i nie zrobić sobie krzywdy. Mam z tego taką przyjemność, że zupełnie nie szkoda mi czasu, który mi na tym schodzi
Bogusiu, jestem położną i od ponad trzydziestu lat przyjmuję na świat noworodki. Cud narodzin, to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu człowieka. chociaż coraz częściej mam wrażenie, że już tylko nieliczni mają takie odczucia. Z ratowaniem życia niewiele mam wspólnego, chociaż w przypadku covida i takie przypadki nam się zdarzały.
Co do pogody, to zapowiada się kolejna zimna wiosna. Dobrze chociaż, że trochę popadało, ale ziemia potrzebuje więcej. Jest sucho, nawet bardzo
Z braku roweru, to i spacery są dobre. Nie lubię siedzieć w domu bezczynnie, a ile można czytać (w moim przypadku bardzo dużo), o telewizji nawet nie wspominam, bo tam, to już naprawdę niewiele można znaleźć. A jeszcze jak mogę przy okazji nazrywać dobroci do swoich kosmetyków, to tym bardziej chce mi się wyrwać z domu.
Wczoraj nareszcie udało mi się pojechać na działkę, chociaż rano nic na to nie wskazywało. Prognozy były dobre, nawet bardzo. co z tego, skoro rano, jak tylko otworzyłam oczy usłyszałam bębniący o parapet deszcz. Humor od razu mi się zepsuł, bo pozmieniałam plany, żeby tylko móc pojechać. Smętnie posnułam się po domu, w końcu zapakowałam się na rower i pojechałam zrobić zakupy. Wróciłam, zjadłam śniadanie, a w tym czasie świat się zmienił Jak za pomocą czarodziejskiej różdżki chmury zaczęły się rozpływać, słonko najpierw nieśmiało, później coraz bardziej nachalnie rozpychało się na niebie, no i jak w taki dzień siedzieć w domu? Miałam tylko jechać na wycieczkę, po deszczu na działce będzie mokro, w lesie błoto, tyle kilometrów jechać na darmo? W końcu jednak stwierdziłam, że jak mam jechać, to mogę i na działkę, może jakąś wiosnę zobaczę?
Zaczęło się nieźle
Na działce nie było już tak różowo. Napatrzyłam się na Waszą wiosnę, na rozbuchane kolorami rabatki i miałam nieśmiałą nadzieję, że może u mnie jest podobnie. Nic z tego..... Ledwo kilka krokusów, dwa rodzaje tulipanków botanicznych, kokorycz, śnieżniki, ciemiernik i to wszystko Gdzie ta wiosna ja się pytam? Cesarskie korony ledwo wychodzą z ziemi, Hiacynty niby coraz grubsze, ale jeszcze nawet koloru po nich nie widać, przylaszczki przekwitły zanim zdążyłam je zobaczyć, czyli wiosna jak co roku Z braku obiektów do fotografowania wzięłam się do roboty. Ponieważ było rzeczywiście mokro, to postanowiłam przyciąć róże. Forsycje co prawda dopiero startują, ale jakiś większych przymrozków nie powinno już chyba być. Oj, niezadowolone były moje panny. Przy każdej okazji wbijały mi się boleśnie kolcami w dłonie, czepiały ubrania, haczyły o włosy. Nie dałam im się jednak i tym razem to ja byłam górą
Nie miałam z nimi tym razem łatwo i musiałam trochę pogłówkować o ile je skrócić. Do tej pory nie miałam problemu, co roku wszystkie przemarzały praktycznie do samej ziemi i każdą cięłam tuż nad ziemią. A w tym roku przykra (dla mnie ) niespodzianka. Pędziki zdrowiutkie, zieloniutkie, nabrzmiałe pąki rwą się do życia, a ja stoję nad nimi jak jakaś niedojda i kombinuję gdzie przyłożyć sekator. Może tu, a może niżej czy wyżej- skąd mnie to wiedzieć? Zrobiłam, co mogłam, a jaki będzie efekt zobaczę za jakiś czas. Całe szczęście, że podchodzę do tego lekko i spać mogę spokojnie. Nie zajęło mi to dużo czasu, mogłabym jeszcze zgrabić wszystko to, co wiatr porozciągał po ogrodzie, ale stwierdziłam, że szkoda mojej roboty. Ostatnio to wszystko sprzątałam, a dzisiaj nie ma po tym śladu. Znowu ma wiać, to spokojnie mogę się z tym wstrzymać. Em będzie miał w tym roku sporo pracy na działce i nuż widzę, jak będzie się wił jak piskorz, ale nie ma wyjścia, wszystko musi zrobione. Oj nie lubi on tego, nie lubi
W drodze powrotnej wiatr już nieźle sobie folgował, może kapeluszy z głów nie zrywał, ale czuć było, że pogoda się zmieni. jeden dzień wiosny musi nam wystarczyć, bo w końcu co za dużo, to niezdrowo.
Na dzisiaj miałam zaplanowane pieczenie chlebka. I to nie byle jakiego, bo pszennego. Wydawałoby się, że to żytni jest trudniejszy, a tymczasem nic bardziej mylnego. Żytni wystarczy zamieszać, wrzucić do blaszki, poczekać aż wyrośnie i upiec. Prościzna. Pszenny wymaga dużo więcej zachodu i zaangażowania. Próbowałam kilka razy i za każdym razem wychodziły mi gnioty. od jakiegoś czasu chodziły mi one po głowie, aż wreszcie się zawzięłam. Zapisałam się na grupę, czytałam, szperałam, robiłam zapiski. Aż w końcu nadszedł dzień kiedy postanowiłam, że to dziś. Pięć dni karmiłam zakwas, przykrywałam kołderką, ocieplałam termoforem. Składałam, naciągałam, zaglądałam czy wszystko gra. I dzisiaj nareszcie upiekłam i co najważniejsze wyszedł. A nawet wyszły dwa Jeden może zbyt plaskaty, ale smak ma pyszny, to niedoskonałości urody mu wybaczę, oba oczywiście na zakwasie. Proszę się częstować
Miłego weekendu
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 7129
- Od: 20 sty 2013, o 10:54
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: kujawsko - pomorskie
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonka, gratuluję chleba
Ja kilka razy poległam w tym temacie, czyli w upieczeniu własnego chleba i dałam sobie z tym spokój. Dlatego podziwiam Twój.
Zdjęcia cudne, ale te białe zawilce w liściach są niesamowite. Coś pięknego
Ja kilka razy poległam w tym temacie, czyli w upieczeniu własnego chleba i dałam sobie z tym spokój. Dlatego podziwiam Twój.
Zdjęcia cudne, ale te białe zawilce w liściach są niesamowite. Coś pięknego
- lanceta
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 3927
- Od: 13 wrz 2010, o 19:39
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Dolny Śląsk-Legnica
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Witaj Iwonko,cieszy mnie, że z przytupem wkroczyłaś w nowy sezon ogrodowy
Fotografie,jak zawsze - piękne , jak również ich zawartość.
Ucieszyłam się podaniem nazwy odmiany - ciemiernika, teraz wiem, o co mam pytać.Pozdrawiam serdecznie
Fotografie,jak zawsze - piękne , jak również ich zawartość.
Ucieszyłam się podaniem nazwy odmiany - ciemiernika, teraz wiem, o co mam pytać.Pozdrawiam serdecznie
- Shire
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 2653
- Od: 3 kwie 2016, o 21:33
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: Wielkopolska
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonko- piękny masz zawód.
Ja potem przejmuję takie szkraby, jak podrosną.
Cudowny ciemiernik! A te zdjęcie zawilców z rumieńcem piękne!
Chlebek i ja dziś piekę, ale tym razem bez zakwasu- na drożdżach instant z ziarnami.
Pozdrawiam.
Ja potem przejmuję takie szkraby, jak podrosną.
Cudowny ciemiernik! A te zdjęcie zawilców z rumieńcem piękne!
Chlebek i ja dziś piekę, ale tym razem bez zakwasu- na drożdżach instant z ziarnami.
Pozdrawiam.
-
- Przyjaciel Forum - Ś.P.
- Posty: 16696
- Od: 31 lip 2014, o 21:16
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Płock
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonko, Tak bardzo mi brakowało Twojej barwnej narracji, że dzisiaj poczytałam sobie po dwa razy i już jestem usatysfakcjonowana. Dziękuję. Oczywiście z nie mniejszą przyjemnością pooglądałam sobie Twoje piękne fotografie. Zarówno te z działeczki i z wypadów pieszych czy rowerowych w bliższej i dalszej okolicy.
Moja działka, podobnie jak Twoja, mniej radosna wczesną wiosną, by rozbrzmiewać kolorami w okresie późnowiosennym i letnim. Nawet jesień jest u mnie bardziej wybarwiona niż aktualne widoczki. Ponieważ jednak najwięcej czasu działce poświęcam latem, niedosyt wiosennych kwitnień specjalnie mnie nie martwi. Pogoda i tak częściej zatrzymuje mnie w domu, niż pozwala wyprawić się na działkę, to czego tu żałować...
Trzymaj się, Kochana, zdrowo i wesoło każdego dnia.
Moja działka, podobnie jak Twoja, mniej radosna wczesną wiosną, by rozbrzmiewać kolorami w okresie późnowiosennym i letnim. Nawet jesień jest u mnie bardziej wybarwiona niż aktualne widoczki. Ponieważ jednak najwięcej czasu działce poświęcam latem, niedosyt wiosennych kwitnień specjalnie mnie nie martwi. Pogoda i tak częściej zatrzymuje mnie w domu, niż pozwala wyprawić się na działkę, to czego tu żałować...
Trzymaj się, Kochana, zdrowo i wesoło każdego dnia.
Pozdrawiam. Lucyna
Jesień życia wśród kwiatów, zwierząt i ptaków - cz. 15 Zapraszam.
Ani jeden ogród nie jest urządzony raz na zawsze.
Jesień życia wśród kwiatów, zwierząt i ptaków - cz. 15 Zapraszam.
Ani jeden ogród nie jest urządzony raz na zawsze.
- korzo_m
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 11142
- Od: 17 kwie 2006, o 10:14
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Kraków
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Iwonko chlebuś pięknie wygląda, a smak zapewne wyborny. Twoje odkrycia są rewelacyjne cały czas coś nowego wymyślisz. Nie masz czasu na nudę
Odpuszczam płyn do prania, bo ja siebie znam i pewno coś bym sobie, albo innym zrobiła, albo domostwa bym się pozbawiła. Żadne materiały niebezpieczne nie wchodzą w grę, moje łapki są niebezpieczne, chcę żyć
Taki ze mnie strachajło, a jeszcze niedawno byłam odważna. Dziś miałam poprosić M, aby przygotował mi rower do sezonu. Chciałam jechać do lasu po rdest. Tylko na planach się skończyło, M musiał wyjechać, pogoda też nie zachęcała. Chciałabym mieć choć połowę z Twojego entuzjazmu i zapału. Może kiedyś i mnie się uda odważyć
Odpuszczam płyn do prania, bo ja siebie znam i pewno coś bym sobie, albo innym zrobiła, albo domostwa bym się pozbawiła. Żadne materiały niebezpieczne nie wchodzą w grę, moje łapki są niebezpieczne, chcę żyć
Taki ze mnie strachajło, a jeszcze niedawno byłam odważna. Dziś miałam poprosić M, aby przygotował mi rower do sezonu. Chciałam jechać do lasu po rdest. Tylko na planach się skończyło, M musiał wyjechać, pogoda też nie zachęcała. Chciałabym mieć choć połowę z Twojego entuzjazmu i zapału. Może kiedyś i mnie się uda odważyć
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 5523
- Od: 10 wrz 2015, o 20:35
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Kraina Tysiąca Jezior
Re: Pierwsze koty za płoty VI
Małgosiu, własny chleb, z niewielkimi przerwami, piekę już ponad trzydzieści lat. Początkowo mąka żytnia nie była w sklepach zupełnie dostępna, to piekłam tylko po wizytach u rodzinki na wsi. Potem znaleźliśmy dojście w młynie i właściwie od tego czasu chleba nie kupuję. Ale pszennego nie potrafiłam rozgryźć do teraz. Jednak dostęp do internetu to potęga, jeśli tylko się chce, to znaleźć można wszystko
Zawilce dopiero startują, stąd ten rumieniec. Ale masz rację, że dzięki temu są urocze.
Lodziu, z nazwami jestem na bakier, nie zawsze zapiszę, albo zapiszę nie wiadomo gdzie. Tak samo miałam z tym ciemiernikiem, gdzieś mi coś świtało, ale całości przypomnieć sobie nie mogłam. W tym roku natknęłam się na niego w sklepie i zrobiłam fotkę etykiecie. Stąd jestem taka mądra
Cieszę się, że Cię widzę, pomału będę nadrabiać zaległości, może niekoniecznie w czytaniu wszystkiego, bo tego nagromadziło się stanowczo zbyt dużo, ale przynajmniej żeby być na bieżąco.
Już od dłuższego czasu nie mam jakoś weny na zdjęcia, może za dużo się działo, za dużo złych emocji, mam nadzieje, że wreszcie się to zmieni i znowu będę Was zasypywać fotografiami.
Żywica, to mój dzisiejszy skarb przywieziony znad morza. Oczywiście pójdzie do mydła i do maści.
Moniko, czyli mamy zachowaną ciągłość opieki nad małoletnimi
Ciemiernik sprawia mi co roku ogromną przyjemność i niespodziankę. Kupiłam go trzy lata temu z zaledwie dwoma kwiatkami, a liście były może ze trzy- cztery. Już w następnym roku kwiatów miał przynajmniej dwadzieścia, w tym będzie chyba jeszcze więcej
Jeszcze kilka dni temu zawilców nie było widać, dopiero nieśmiało pokazują swoje wdzięki.
Własny chlebuś na śniadanko, to super przyjemność, ale u mnie tylko na zakwasie. Wczoraj po raz pierwszy upiekłam bułeczki, też na zakwasie i były pyszne.
Lucynko, u mnie zimno cały czas, to i rośliny bardzo niemrawo startują. Tych kilka cieplejszych dni tylko rozbudziło nadzieję, ale to było za mało, żeby wiosna wystartowała jakoś bardziej energicznie. Podchodzę do tego podobnie jak i Ty, miło by było, gdyby było cieplej, na pewno wtedy częściej pojechałabym na działkę, ale teraz też mam zajęcie, nie narzekam na nudę. Latem częściej tam jestem i bardziej zależy mi na pogodzie.
Dzięki Tobie przypomniałam sobie o nasionach rudbekii Cherry Brandy i od razu zamówiłam w internecie. Okoliczne sklepy ogrodnicze niestety nie stanęły na wysokości zadania i nigdzie ich nie dostałam. Całe szczęście, że zamówiłam od razu trzy opakowania, bo w każdym nasionek było zaledwie kilkanaście. Mogę winić tylko siebie, bo sprzedawca pisał o ilości, ale do głowy mi nie przyszło, że może być taka różnica w ilości, bo w cenie niestety niewielka Ale człowiek uczy się całe życie, teraz będę dokładnie sprawdzać ogłoszenia.
Dorotko, to nie jest takie trudne, ani tak niebezpieczne jak wydaje się na początku. Trzeba się przyzwyczaić do zasad BHP i wtedy można wszystko. Umówmy się, że przy najbliższej okazji przywiozę Ci buteleczkę, jak zapragniesz zrobić sama, to Ci pomogę. Jak miałam zrobić pierwsze mydło, to z emocji nie spałam całą noc. Teraz śpię jak niemowlę, co nie znaczy, że wpadam w rutynę. Uważam, ale się nie boję.
Odważ się na wycieczki, to niezapomniane chwile. Co prawda, może jak ma się ogród na wyciągnięcie ręki, to aż tak się nie odczuwa potrzeby przebywania bliżej natury, ale jak dla mnie to podstawa. Na działkę nie zawsze mam możliwość pojechać, a na wycieczkę- zawsze. Nie muszę dysponować kilkoma godzinami, wystarcza mi jedna i już mam dobry dzień
Własny chleb jest najpyszniejszy, a jeszcze taki świeżutki, ciepły to już niebo w gębie. Mrożony też pyszny, ale już smakuje inaczej
Krajobraz księżycowy. Plaża nad morzem była dzisiaj zupełnie płaska i dobrze ubita, albo po deszczu, albo co bardziej prawdopodobne po sztormie. Te góreczki to odłamki muszli, patyczki, na których zatrzymywał się piach. Wyglądało to niesamowicie
Dzisiaj, tak zupełnie spontanicznie, wymyśliliśmy sobie wycieczkę nad morze. EM zaproponował przekop Mierzei Wiślanej, wsiedliśmy w samochód i za 1,5 godziny byliśmy na miejscu
Pogoda zupełnie niespodziewanie sprawiła nam niespodziankę, było cieplej i pogodniej niż się spodziewaliśmy. Co prawda ciepłe ciuchy i czapka (ja i czapka- jeszcze niedawno nie do pomyślenia ) i tak się przydały, bo jednak nad morzem wieje, ale było bardzo przyjemnie. Popatrzyliśmy jak to wygląda i postanowiliśmy jeszcze przejść się na plażę, w końcu w linii prostej to rzut beretem, to chwila moment i będziemy na miejscu. Nic bardziej mylnego. Szliśmy i szliśmy, jedno podejście pod górkę, drugie, dziesiąte- na ogromnym obszarze postawiony płot odgradzający budowę. Co z tego, że morze widać, kiedy dojść do niego nie można. Nie wiem ile to będzie w kilometrach, ale cel osiągnęliśmy po siedmiu tysiącach kroków.
Droga powrotna była już łatwiejsza, skorzystaliśmy z drogi prowadzącej na plażę, ale i tak asfaltem mieliśmy jeszcze do przejścia około dwóch kilometrów plus to, co lasem od plaży. Nałaziliśmy się jak łaziki, ale jaka to była frajda. To ogromne szczęście, że morze mamy tak blisko. Nie przyjeżdżamy tu jakoś szczególnie często, ale kilka razy w roku jesteśmy. Nawet na jeden dzień- zawsze warto
Zawsze jestem przygotowana na zbiór dodatków do swoich kosmetyków. W damskiej torebce mam zawsze sekator i woreczki, ale okazało się, że to za mało. Nie przewidziałam, że znajdziemy w lesie żywicę i nie miałam słoiczka, ani noża- sekator do tego niezbyt się nadawał. Ale od czego pomysłowość? Tutaj zabłysnął eM, znaleźliśmy w lesie szkło, takie proste jak szyba- doskonale się sprawdziło, a przy okazji wynieśliśmy je z lasu. Jako pojemnik posłużyła nam puszka po napoju, też znaleziona w lesie. Nazbieraliśmy tego dobra, że wystarczy mi na długo. Część była obstarowata, ale ta też się stopi, a część eM zeskrobał z pociętych pni. Ja sobie rączek nie zabrudziłam Na szczęście mieliśmy w samochodzie płyn do dezynfekcji, to i eM bez trudu je sobie wyczyścił. żeby ktoś mi nie czynił wyrzutów, to od razu napiszę, że wiem jak zbierać zioła, czy też, jak w tym przypadku żywicę, żeby nie zaszkodzić naturze. Wiem ile mogę zebrać i co mogę, a co jest pod ochroną. Nie zrywam roślin, których nie znam, mam w telefonie aplikację, na której mogę sprawdzić co to za roślina, potem sprawdzam czy mi się przyda, dopiero wtedy zrywam. Powiedziałam
To był bardzo udany dzień. Pogoda, widoki, skarby- i właściwie tylko my we dwoje.Takie chwile są niezapomniane Przy samym przekopie było sporo ludzi, ale takich zapaleńców jak my, którzy przedzieraliby się kilometrami, żeby dość nad morze, można było policzyć na palcach jednej ręki
Pozdrawiam Was mile, miłego wieczoru i następnych dni
Zawilce dopiero startują, stąd ten rumieniec. Ale masz rację, że dzięki temu są urocze.
Lodziu, z nazwami jestem na bakier, nie zawsze zapiszę, albo zapiszę nie wiadomo gdzie. Tak samo miałam z tym ciemiernikiem, gdzieś mi coś świtało, ale całości przypomnieć sobie nie mogłam. W tym roku natknęłam się na niego w sklepie i zrobiłam fotkę etykiecie. Stąd jestem taka mądra
Cieszę się, że Cię widzę, pomału będę nadrabiać zaległości, może niekoniecznie w czytaniu wszystkiego, bo tego nagromadziło się stanowczo zbyt dużo, ale przynajmniej żeby być na bieżąco.
Już od dłuższego czasu nie mam jakoś weny na zdjęcia, może za dużo się działo, za dużo złych emocji, mam nadzieje, że wreszcie się to zmieni i znowu będę Was zasypywać fotografiami.
Żywica, to mój dzisiejszy skarb przywieziony znad morza. Oczywiście pójdzie do mydła i do maści.
Moniko, czyli mamy zachowaną ciągłość opieki nad małoletnimi
Ciemiernik sprawia mi co roku ogromną przyjemność i niespodziankę. Kupiłam go trzy lata temu z zaledwie dwoma kwiatkami, a liście były może ze trzy- cztery. Już w następnym roku kwiatów miał przynajmniej dwadzieścia, w tym będzie chyba jeszcze więcej
Jeszcze kilka dni temu zawilców nie było widać, dopiero nieśmiało pokazują swoje wdzięki.
Własny chlebuś na śniadanko, to super przyjemność, ale u mnie tylko na zakwasie. Wczoraj po raz pierwszy upiekłam bułeczki, też na zakwasie i były pyszne.
Lucynko, u mnie zimno cały czas, to i rośliny bardzo niemrawo startują. Tych kilka cieplejszych dni tylko rozbudziło nadzieję, ale to było za mało, żeby wiosna wystartowała jakoś bardziej energicznie. Podchodzę do tego podobnie jak i Ty, miło by było, gdyby było cieplej, na pewno wtedy częściej pojechałabym na działkę, ale teraz też mam zajęcie, nie narzekam na nudę. Latem częściej tam jestem i bardziej zależy mi na pogodzie.
Dzięki Tobie przypomniałam sobie o nasionach rudbekii Cherry Brandy i od razu zamówiłam w internecie. Okoliczne sklepy ogrodnicze niestety nie stanęły na wysokości zadania i nigdzie ich nie dostałam. Całe szczęście, że zamówiłam od razu trzy opakowania, bo w każdym nasionek było zaledwie kilkanaście. Mogę winić tylko siebie, bo sprzedawca pisał o ilości, ale do głowy mi nie przyszło, że może być taka różnica w ilości, bo w cenie niestety niewielka Ale człowiek uczy się całe życie, teraz będę dokładnie sprawdzać ogłoszenia.
Dorotko, to nie jest takie trudne, ani tak niebezpieczne jak wydaje się na początku. Trzeba się przyzwyczaić do zasad BHP i wtedy można wszystko. Umówmy się, że przy najbliższej okazji przywiozę Ci buteleczkę, jak zapragniesz zrobić sama, to Ci pomogę. Jak miałam zrobić pierwsze mydło, to z emocji nie spałam całą noc. Teraz śpię jak niemowlę, co nie znaczy, że wpadam w rutynę. Uważam, ale się nie boję.
Odważ się na wycieczki, to niezapomniane chwile. Co prawda, może jak ma się ogród na wyciągnięcie ręki, to aż tak się nie odczuwa potrzeby przebywania bliżej natury, ale jak dla mnie to podstawa. Na działkę nie zawsze mam możliwość pojechać, a na wycieczkę- zawsze. Nie muszę dysponować kilkoma godzinami, wystarcza mi jedna i już mam dobry dzień
Własny chleb jest najpyszniejszy, a jeszcze taki świeżutki, ciepły to już niebo w gębie. Mrożony też pyszny, ale już smakuje inaczej
Krajobraz księżycowy. Plaża nad morzem była dzisiaj zupełnie płaska i dobrze ubita, albo po deszczu, albo co bardziej prawdopodobne po sztormie. Te góreczki to odłamki muszli, patyczki, na których zatrzymywał się piach. Wyglądało to niesamowicie
Dzisiaj, tak zupełnie spontanicznie, wymyśliliśmy sobie wycieczkę nad morze. EM zaproponował przekop Mierzei Wiślanej, wsiedliśmy w samochód i za 1,5 godziny byliśmy na miejscu
Pogoda zupełnie niespodziewanie sprawiła nam niespodziankę, było cieplej i pogodniej niż się spodziewaliśmy. Co prawda ciepłe ciuchy i czapka (ja i czapka- jeszcze niedawno nie do pomyślenia ) i tak się przydały, bo jednak nad morzem wieje, ale było bardzo przyjemnie. Popatrzyliśmy jak to wygląda i postanowiliśmy jeszcze przejść się na plażę, w końcu w linii prostej to rzut beretem, to chwila moment i będziemy na miejscu. Nic bardziej mylnego. Szliśmy i szliśmy, jedno podejście pod górkę, drugie, dziesiąte- na ogromnym obszarze postawiony płot odgradzający budowę. Co z tego, że morze widać, kiedy dojść do niego nie można. Nie wiem ile to będzie w kilometrach, ale cel osiągnęliśmy po siedmiu tysiącach kroków.
Droga powrotna była już łatwiejsza, skorzystaliśmy z drogi prowadzącej na plażę, ale i tak asfaltem mieliśmy jeszcze do przejścia około dwóch kilometrów plus to, co lasem od plaży. Nałaziliśmy się jak łaziki, ale jaka to była frajda. To ogromne szczęście, że morze mamy tak blisko. Nie przyjeżdżamy tu jakoś szczególnie często, ale kilka razy w roku jesteśmy. Nawet na jeden dzień- zawsze warto
Zawsze jestem przygotowana na zbiór dodatków do swoich kosmetyków. W damskiej torebce mam zawsze sekator i woreczki, ale okazało się, że to za mało. Nie przewidziałam, że znajdziemy w lesie żywicę i nie miałam słoiczka, ani noża- sekator do tego niezbyt się nadawał. Ale od czego pomysłowość? Tutaj zabłysnął eM, znaleźliśmy w lesie szkło, takie proste jak szyba- doskonale się sprawdziło, a przy okazji wynieśliśmy je z lasu. Jako pojemnik posłużyła nam puszka po napoju, też znaleziona w lesie. Nazbieraliśmy tego dobra, że wystarczy mi na długo. Część była obstarowata, ale ta też się stopi, a część eM zeskrobał z pociętych pni. Ja sobie rączek nie zabrudziłam Na szczęście mieliśmy w samochodzie płyn do dezynfekcji, to i eM bez trudu je sobie wyczyścił. żeby ktoś mi nie czynił wyrzutów, to od razu napiszę, że wiem jak zbierać zioła, czy też, jak w tym przypadku żywicę, żeby nie zaszkodzić naturze. Wiem ile mogę zebrać i co mogę, a co jest pod ochroną. Nie zrywam roślin, których nie znam, mam w telefonie aplikację, na której mogę sprawdzić co to za roślina, potem sprawdzam czy mi się przyda, dopiero wtedy zrywam. Powiedziałam
To był bardzo udany dzień. Pogoda, widoki, skarby- i właściwie tylko my we dwoje.Takie chwile są niezapomniane Przy samym przekopie było sporo ludzi, ale takich zapaleńców jak my, którzy przedzieraliby się kilometrami, żeby dość nad morze, można było policzyć na palcach jednej ręki
Pozdrawiam Was mile, miłego wieczoru i następnych dni