Marto - polecam, bo nie sprawiają kłopotów. Miałam obawy co do zimowania, ale dały radę bez problemu. Te w glinianej donicy zadołowałam w ogrodzie, a te w koszyku stały w garażu. I tak obserwuję, że tych w donicy w poszczególnych kępach jest o wiele więcej, a są drobniejsze niż te w gruncie. Mi się to akurat podoba, jak są takie malutkie.
Moniko - proszę bardzo.

A róże faktycznie w tym roku dały popis.
Izo - mój też się rozrasta. Mniej więcej dwa razy w sezonie tnę go tak "pod linijkę", aby go opanować. Ale to mu widać służy, bo potem się pięknie zieleni. No i muszę ciąć, aby nie było owoców, bo mam małe dzieciaki. Kłopot tylko taki, że jestem na niego uczulona i muszę się owijać jak mumia, aby potem nie mieć wysypki.
Pomyśleć, że kiedyś nie znosiłam lawendy, a jej zapachu jeszcze bardziej.

A teraz mam takie "łany" i jestem nimi zachwycona. A ile motyli do nich się zlatuje! W tym roku jakoś więcej i w dodatku przeróżne. Wszystkich gości nie złapałam w kadrach, ale kilku pokażę.
Rojniczki.
Dzwoneczki na skalniaku.
Moje "uprawy".
Jeżeli mój kochany Mąż miał jeszcze jakąkolwiek nadzieję na temat mojego zdrowia na umyśle, to na pewno porzucił ją tydzień temu.
Miałam jedną rabatę, która mnie wyjątkowo denerwowała od paru lat. Ta, którą widać w kącie zdjęcia po lewej stronie (zdjęcie z maja, ale nie zrobiłam fotki przed demolką). Coś tam posadziłam, coś przesadziłam, ale w ogóle mi się nie podobało. Tylko brakowało mi pomysłu.
Postanowiłam więc zrównać ją z ziemią, zostawiłam tylko klonika palmowego (nawiasem mówiąc to mój własny klonik, pozyskałam go jako odkład powietrzny z innej rośliny).
Szkoda było mi wyrzucić funkię, więc przesadziłam ją na rabatę pod przęsłem z różami.
Rabatę robiłam do nocy, więc tu już zdjęcia z dnia następnego. Obsadzona wszelkimi roślinkami z odzysku - co jest dodatkowym plusem tego mojego wariackiego przedsięwzięcia. Wylądowały na niej moje nieudane bonsajowe próby - wiąz 'Jaqueline', grab, świerk 'Conica' i jakiś jałowczyk. Oprócz tego wszelkie trawy, które nie chciały mi rosnąć w innych częściach ogrodu, dwa miniaturowe parzydła leśne, które w zeszłym roku też posadziłam w złym miejscu, więc trafiły tutaj. Dwie azalki japońskie, które też jakoś kiepsko rosły. Mały berberys, który przez ostatnie trzy lata nie urósł nawet o centymetr na rabacie przy różach (choć dwa pozostałe mają się dobrze i na zdjęciu powyżej widać ładne, złociste kulki). Miniaturowa hosta, którą zamieniłam na tą dużą pod różami i jeszcze mniejsza, którą Wam pokazywałam w doniczce, a także jedna jasnolistna, która ma służyć za tło. I małe sadzonki konwalnika. Róża z doniczki, którą dostałam na imieniny (biała

). Dzwonek dalmatyński, którego tym razem nie ususzyłam i doczekał się wsadzenia w ziemię. Powstał też maleńki skalniaczek. W ramach "trawnika" wykorzystałam karmnik ościsty, który panoszy mi się po ogrodzie. Pożytek z tego taki, że wyplewiłam sobie bruki.

Mam nadzieję, że nie zarośnie całego ogródka i nie będę żałować tej decyzji.
I tym oto sposobem powstał miniaturowy ogródek. Ci, co zaglądają do mojego wątku "Igła, nitka..." zapewne domyślają się jaki będzie z niego użytek.

Musi tylko trochę się wszystko porozrastać i powinno być ładnie. A ja, choć po przekopaniu tego skrawka byłam ledwo żywa (upały znów jak nieszczęście u mnie), to jestem przeszczęśliwa. Nie ma to jak roboty ogródkowe.
