No i macie rację z tą caniną, nie muszę pieczołowicie hołubić odrostu, bo z dzikusa z kociego cmentarza wyrosło to:
Zdjęcia robione wczoraj w oślepiającym słońcu, ale w naturze to jest identyczna róża, jak ta, która odbiła z Fantin Latour
A sama Fantin wybuchła kwieciem...niestety po dzisiejszych deszczach będzie wyglądać jak zmiety papier toaletowy, ale ma na szczęście sporo pąków w zapasie:
A obok niej czai się do zakwitnięcia dr Van Der Fleet od
Majki-Edulkota:
Do końca rozkwitła miniaturka od Ewy i z łososiowego paku rozwinął się landrynkowo pachnący niemal idealnie różowy kwiat:
Gdyby nie deszcz, to dziś rozwinęłaby się też inna róża od Ewy:
no i te przebierają już nogami:
Wczoraj miałam kosić, ale kosiarki nie odpaliłam, więc brodzac po pas w trawie pampasowej, zajęłam się sadzeniem darów od Ewy...darów było o tyle:
plus to co już posadzone minus to co, do przekazania dalej, więc sadzić bedę jeszcze z tydzień pewnie
Wczoraj zmuszona byłam jednak lekuchno poszerzyć klombik wokół starej jabłoni, żeby dosadzić mięty i hosty:
A mnogość ziół sprawiła, że zagospodarowałam w końcu garniec nieznanego pochodzenia - docelowo będzie pomalowany (na niebiesko pewnie

), a na razie wygląda tak:
elementy pokrycia dachowego to nowatorski odchwaszczacz, rozłożyłam też trochę między lilakami, bo przestały wystawać z trawy
Gigantyczne pomidory od Ewy umieściłam natomiast na honorowym miejscu, miedzy żurawkami

:
I dwa pozytywne zaskoczenia tego sezonu - rozmawiałyśmy z Ewą, że moje agapanty od niej powinny w tym roku kwitnąć, a coś nie wygląda, tymczasem wczoraj dojrzałam pierwszy pąk
A przemarznięta w marcu hortensja ogrodowa od mojej mamy mimo nieszczególnego wyglądu też zebrała się w sobie i będzie jednak mieć kwiaty:
W tym roku chcę ją podlewać tym czymś, co sprawia, że kwiaty robią się niebieskie
