
Pozdrawiam Tomek

Teraz to się boję o swoje różyczki... Bo jak się okazało, gdy zabrałam je do domu i rozpakowałam z tej folii to dwa krzaczki miały <o zgrozo> ciut przypleśniałe korzonki. Jedyne, co mogłam zrobić to obciąć te uszkodzone fragmenty sekatorem... Były to końcówki ok.4 cm. Wydaje mi się to najlepsze, co mogłam wtedy zrobić.Deirde pisze:Zaleca się nawet stosować na obcięte korzenie papkę z gliny i miedzianu - ma to chronić obcięte korzenie np przed guzowatością. Otwarte i niezaschnięte rany na korzeniach to może być doskonałe miejsce do infekcji.